Jak rozpoznać swoje emocje po trudnym doświadczeniu?

„Nie wiem, co czuję. Chciałabym po prostu zniknąć na chwilę, albo na długo”

Wiele osób po stracie ciąży, poronieniu, martwym urodzeniu czy śmierci dziecka tuż
po porodzie opisuje podobne uczucie: jakby świat zewnętrzny przestał pasować do
tego, co dzieje się w środku. Jakby coś pękło – i trudno było dopasować się do rytmu
codzienności, w której inni wciąż żyją, planują, funkcjonują „normalnie”.

To, co dla wielu staje się najbardziej zaskakujące, to nie sam ból. Ale
nieprzewidywalność emocji. Ich intensywność. Ich zmienność.

Albo przeciwnie – cisza, w której trudno poczuć cokolwiek.

Nie jest to oznaką „niewłaściwego radzenia sobie”. To naturalna reakcja psychiki na
doświadczenie, które narusza poczucie bezpieczeństwa, sensu i ciągłości życia.
Emocje po stracie nie dzielą się na dobre i złe. Są sygnałami, komunikatami.
Czasem krzykiem, a czasem półszeptem.

Smutek – mówi o tęsknocie i pustce po czymś niezwykle ważnym.

Złość – często kieruje się nie na ludzi, ale na samą niesprawiedliwość sytuacji.

Lęk – może pojawić się, gdy wszystko, co było przewidywalne, nagle przestaje być
pewne.

Zamrożenie – bywa ochroną. Sposobem, w jaki układ nerwowy próbuje uchronić
przed przeciążeniem.

Cokolwiek czujesz  jest w porządku, nawet jeśli jest trudne, niejednoznaczne, niepasujące do tego, czego „spodziewasz się po sobie”.

Strata okołoporodowa jest doświadczeniem wyjątkowym. Dotyka jednocześnie ciała,
nadziei, planów, wyobrażeń, przynależności do roli mamy lub taty, niezależnie od
czasu trwania ciąży. Po takich doświadczeniach emocje mieszają się ze sobą.
Jednego dnia pojawia się przestrzeń, a drugiego znów przychodzi ciężar. Są trudne
do zrozumienia czy nazwania, bywają też ambiwalentne.

To normalne. To ludzka reakcja na sytuację, w której wydarzyło się coś, czego nie
powinno było być.

Jak zacząć rozpoznawać, co tak naprawdę czuję?

Rozpoznawanie emocji po stracie okołoporodowej często zaczyna się nie od
myśli, lecz od ciała. W tak trudnym doświadczeniu słowa potrafią pojawić się z
opóźnieniem, jakby nie nadążały za tym, co wydarzyło się w środku. Dlatego
pomocne bywa skierowanie uwagi właśnie tam, gdzie ciało mówi pierwsze:

czy moje ciało jest spięte czy otępiałe? gdzie czuję ciężar? jak oddycham?

Kiedy ciało daje sygnał, można spróbować nadać mu choć najprostsze słowa. Nie
muszą być „poprawne” ani zgodne z książkowymi definicjami. Czasem wystarczy:
„coś mi ciąży”, „jest mi duszno od środka”, „mam w sobie chaos”, „trudno to nazwać”.
Badania nad regulacją emocji pokazują, że nawet bardzo ogólne nazwanie uczuć
pomaga układowi nerwowemu obniżyć napięcie. Nie chodzi więc o idealne określenie
emocji, ale o akt zauważenia – o miękkie, niewymuszone „widzę cię”.

W kolejnych krokach warto zapytać siebie: „czego potrzebuję teraz?”. Nie
jutro, nie za miesiąc, nie „kiedy będę silniejsza/y”. Tylko teraz. Czasem odpowiedzią
jest chwila samotności, czasem obecność drugiej osoby. Spacer, odpoczynek,
przytulenie, rozmowa albo po prostu leżenie w ciszy. Samowspółczucie nie polega
na dawaniu sobie rad – polega na byciu przy sobie w taki sposób, w jaki byłoby
się przy kimś kochanym.

Emocje po stracie nie układają się w linię prostego postępu. Model podwójnego
procesu żałoby dobrze to opisuje: człowiek porusza się między falami bólu a
chwilami powrotu do codzienności. To nie brak radzenia sobie, lecz mechanizm
ochronny psychiki. Dlatego w każdym dniu można zapytać: „z czego jest fala, która
przyszła teraz?”. Czy niesie smutek, gniew, tęsknotę, zmęczenie, ulgę, zagubienie?
A może kilka rzeczy naraz? Tu nie ma dobrych i złych emocji, każda z nich jest
informacją, nie oceną.

Jeśli jednak jesteś w miejscu, w którym trudno cokolwiek poczuć, to również jest
emocja. Zamrożenie nie oznacza pustki. To reakcja ochronna organizmu, który wciąż
próbuje pomieścić zbyt wiele. Niektóre osoby po stracie czują bardzo intensywnie,
inne – jakby przez szybę. Oba doświadczenia są naturalne i równie ludzkie. Emocje wracają wtedy, kiedy czują się bezpieczne, a bezpieczeństwo powstaje z łagodności, a nie z presji.

Choć emocje po stracie bywają trudne i nieprzewidywalne, warto pamiętać, że
każdy oddech, każdy moment uważności i każda próba nazwania tego, co się czuje,
jest krokiem w stronę siebie. Możesz odkrywać w sobie źródła siły, które wcześniej
pozostawały niewidoczne. Nawet w najciemniejszych chwilach pojawiają się małe
przestrzenie ulgi, poczucia obecności i kontaktu z własnym ciałem. Stopniowo można
nauczyć się żyć z tymi emocjami, nie walcząc z nimi, lecz traktując je jak część
swojej historii. I choć strata pozostaje, pojawia się również możliwość odnalezienia
momentów spokoju, czułości i bliskości – zarówno w sobie, jak i w relacjach z innymi.

Autor:
Natalia Szymankiewicz – wolontariusz

Koszyk0
Brak produktów w koszyku!
Kontynuuj zakupy
0
0
    0
    Twój Koszyk
    Twój Koszyk Jest Pusty